Sam sobie sterem
Data publikacji: 07.04.2010
W 2009 r. aż 307 tysięcy osób założyło własną działalność gospodarczą. To rekord ostatniej dekady. Wśród tej grupy znalazło się wielu freelancerów prowadzących własne firmy. To osoby, które zajmują się dziedzinami wymagającymi często wąskiej specjalizacji i twórczego podejścia do problemu. Informatycy, marketingowcy, analitycy czy PR-owcy coraz częściej stawiają na samodzielność zajmując się poszczególnymi zleceniami na rzecz stałego etatu.
Marceli Smela, dyrektor generalny firmy IT Kontrakt na co dzień współpracuje z freelancerami. Jego firma zajmuje się dostarczaniem specjalistów z dziedziny zaawansowanych technologii.
- Osoby pracujące bez etatu i realizujące projekty na zlecenie to nie nowość. Na Zachodzie grupa ta stanowi poważną siłę na rynku, a i u nas coraz częściej docenia się ich zalety. Do profesji szczególnie popularnych wśród „wolnych strzelców” pasują zawody takie jak programista, dziennikarz, fotograf, pisarz, grafik czy PR-owiec. Większość z nich wykonuje zawody, które nie mają znamion pracy stałej, raczej podąża się w nich od projektu do projektu. Szczególnie widać to w pracy informatyków. Każdy system kiedyś zaczyna się, a potem kończy pisać. Choćby nawet były niekończące się projekty IT, to praca przy tak długim jednym zadaniu byłaby po prostu nudna i nierozwojowa. To samo tyczy się pozostałych profesji. Perspektywa, świeżość spojrzenia i kreatywność to atuty nie do przecenienia - uważa Marceli Smela.
Jego zdaniem freelancer poprzez różnorodność projektów może poznawać nowe technologie, techniki, zagadnienia, może wybierać różne miejsca pracy, może samodzielnie lub z pomocą firmy pośredniczącej prawidłowo kierować swoją karierą i rozwojem.
Czy freelance to świadomy wybór, czy raczej konieczność, wynikająca z kiepskiej sytuacji na rynku pracy? Większość freelancerów dobrze radzi sobie w kryzysie. Ich decyzja o samodzielnym działaniu rzadko wynika z niemożności znalezienia pracy. W wielu obszarach zawodowych freelancerzy są poszukiwanymi specjalistami. Do branż, gdzie to pracodawcy zabiegają o wolnych strzelców, należą m.in. IT i grafika. Zadaniowy charakter pracy sprawia, że wolni strzelcy podążają od jednego zlecenia do następnego.
- Większość prac w branży IT ma charakter projektów – mówi Marceli Smela. - Po ukończeniu prac zespół rozpada się, a na stałe potrzebni są jedynie informatycy do bieżącej obsługi i administracji.
Często jest to o wiele bardziej dochodowe niż praca na etacie. Podobnie wygląda sprawa na rynku usług graficznych.
Podstawowe zalety freelance-u to samodzielność i ciągły rozwój. Freelancerzy mogą wybierać te zlecenia, które uznają za najbardziej wartościowe. Wady? Konieczność wysokiej samodyscypliny, z czym wiele osób ma problem. Poszukiwanie zleceń i nieregularne dochody również mogą sprawić kłopot. Dlatego wielu wolnych strzelców szuka opieki firm pośredniczących.
- Zarobki freelancera, który uczestniczył w wielu różnych projektach, są wyższe i bardziej satysfakcjonujące oraz, co nie jest bez znaczenia, pozwalają na dłuższy i bezpieczny finansowo wypoczynek między projektami – zaznacza Marceli Smela.
Jest kilka sposobów pozyskiwania wolnych strzelców. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest umieszczenie ogłoszenia. Ale weryfikacja nadchodzących ofert jest trudna i czasochłonna. Problemy mogą mieć zwłaszcza firmy szukające specjalistów z zakresu IT. Skomplikowane technologie i wąskie specjalizacje jeszcze bardziej utrudniają przeprowadzenie weryfikacji. Jest to jeden z powodów, dla których cześć firm decydujących się na outsourcing szuka partnerów biznesowych. Firmy takie zdobywają kontrakt, negocjują stawkę i dostarczają gotowy do działania zespół lub specjalistę.
- Firmy nie obawiają się freelancerów – wiedzą doskonale, że są zaangażowani, mają świeże pomysły, a ich usługi są często dużo tańsze, niż osób na etacie. Nie wszyscy menedżerowie pojmują jednak ideę freelancingu. Jest to praca zadaniowa, rozliczana na podstawie efektów prowadzonych działań, w której praca nie jest uzależniona od liczby godzin przesiedzianych w biurze – mówi Mateusz Wojnarowski z agencji reklamowej i PR Sparing Communication Group.
Freelanerzy mogą każdorazowo podpisywać ze zleceniodawcami umowy o dzieło lub umowy-zlecenia, mogą też pracować w ramach własnej działalności gospodarczej. W tym przypadku trudno mówić o złotym środku. Często własna firma jest rozwiązaniem najbardziej opłacalnym. Wystawianie faktur VAT może być wymogiem części zleceń. Jednak wiele osób z powodzeniem pracuje na umowę zlecenie czy umowę o dzieło. Nawet osoby, którym zależy na umowę o pracę nie są bez wyjścia. Tu znów pomocne okazują się firmy pośredniczące. Część z nich może zaproponować zatrudnienie pracownika na umowę na czas realizacji zlecenia.
Rynek zauważył, że coraz więcej osób rozpoczyna pracę na własną rękę i odpowiedział na ich potrzeby, m.in. tworząc centra coworkingu. To miejsca, w których programiści, dziennikarze, PR-owcy czy architekci mogą pracować indywidualnie lub w grupie, płacąc zdecydowanie mniej, niż gdyby wynajmowali całe biuro. W zamian dostają komfortowe warunki do pracy: internet, biurko, atmosfera skupienia, wydzielone miejsca na zorganizowanie twórczej burzy mózgów. Praca w domu czy w kawiarni wiąże się bowiem z szeregiem wad: w domu trudno o dyscyplinę, a w kawiarni mogą przeszkadzać inni ludzie czy też obsługa, krzywo patrząca na osobę zajmującą przez wiele godzin stolik.
Na stronie coworking.pl czytamy, że idea coworkingu powstała w 2005 r. w San Francisco. Była to odpowiedź na coraz większą liczbę freelancerów szukających inspiracji i nowych kontaktów. Otwarto tam pierwsze miejsce dla ludzi wolnych zawodów o nazwie „Hat Factory”. Od tamtej pory powstało wiele podobnych inicjatyw na całym świecie. Również w Polsce.
Badania firmy doradczej DGA pokazują, że co setny Polak pracuje jako freelancer, a co piąty – chciałby to robić.
Źródło: OnetBiznes, Martyna Mroczek, Sam sobie sterem, 7 kwiecień 2010
biznes.onet.pl
wstecz
Zaangażowani, pełni pomysłów, stawiający na rozwój i swobodę. Ich praca nie zależy od liczby godzin przesiedzianych w biurze, a od zrealizowanych zadań. Polacy tłumnie przechodzą na pracę w charakterze wolnych strzelców.
W 2009 r. aż 307 tysięcy osób założyło własną działalność gospodarczą. To rekord ostatniej dekady. Wśród tej grupy znalazło się wielu freelancerów prowadzących własne firmy. To osoby, które zajmują się dziedzinami wymagającymi często wąskiej specjalizacji i twórczego podejścia do problemu. Informatycy, marketingowcy, analitycy czy PR-owcy coraz częściej stawiają na samodzielność zajmując się poszczególnymi zleceniami na rzecz stałego etatu.
Marceli Smela, dyrektor generalny firmy IT Kontrakt na co dzień współpracuje z freelancerami. Jego firma zajmuje się dostarczaniem specjalistów z dziedziny zaawansowanych technologii.
- Osoby pracujące bez etatu i realizujące projekty na zlecenie to nie nowość. Na Zachodzie grupa ta stanowi poważną siłę na rynku, a i u nas coraz częściej docenia się ich zalety. Do profesji szczególnie popularnych wśród „wolnych strzelców” pasują zawody takie jak programista, dziennikarz, fotograf, pisarz, grafik czy PR-owiec. Większość z nich wykonuje zawody, które nie mają znamion pracy stałej, raczej podąża się w nich od projektu do projektu. Szczególnie widać to w pracy informatyków. Każdy system kiedyś zaczyna się, a potem kończy pisać. Choćby nawet były niekończące się projekty IT, to praca przy tak długim jednym zadaniu byłaby po prostu nudna i nierozwojowa. To samo tyczy się pozostałych profesji. Perspektywa, świeżość spojrzenia i kreatywność to atuty nie do przecenienia - uważa Marceli Smela.
Jego zdaniem freelancer poprzez różnorodność projektów może poznawać nowe technologie, techniki, zagadnienia, może wybierać różne miejsca pracy, może samodzielnie lub z pomocą firmy pośredniczącej prawidłowo kierować swoją karierą i rozwojem.
Czy freelance to świadomy wybór, czy raczej konieczność, wynikająca z kiepskiej sytuacji na rynku pracy? Większość freelancerów dobrze radzi sobie w kryzysie. Ich decyzja o samodzielnym działaniu rzadko wynika z niemożności znalezienia pracy. W wielu obszarach zawodowych freelancerzy są poszukiwanymi specjalistami. Do branż, gdzie to pracodawcy zabiegają o wolnych strzelców, należą m.in. IT i grafika. Zadaniowy charakter pracy sprawia, że wolni strzelcy podążają od jednego zlecenia do następnego.
- Większość prac w branży IT ma charakter projektów – mówi Marceli Smela. - Po ukończeniu prac zespół rozpada się, a na stałe potrzebni są jedynie informatycy do bieżącej obsługi i administracji.
Często jest to o wiele bardziej dochodowe niż praca na etacie. Podobnie wygląda sprawa na rynku usług graficznych.
Podstawowe zalety freelance-u to samodzielność i ciągły rozwój. Freelancerzy mogą wybierać te zlecenia, które uznają za najbardziej wartościowe. Wady? Konieczność wysokiej samodyscypliny, z czym wiele osób ma problem. Poszukiwanie zleceń i nieregularne dochody również mogą sprawić kłopot. Dlatego wielu wolnych strzelców szuka opieki firm pośredniczących.
- Zarobki freelancera, który uczestniczył w wielu różnych projektach, są wyższe i bardziej satysfakcjonujące oraz, co nie jest bez znaczenia, pozwalają na dłuższy i bezpieczny finansowo wypoczynek między projektami – zaznacza Marceli Smela.
Jest kilka sposobów pozyskiwania wolnych strzelców. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest umieszczenie ogłoszenia. Ale weryfikacja nadchodzących ofert jest trudna i czasochłonna. Problemy mogą mieć zwłaszcza firmy szukające specjalistów z zakresu IT. Skomplikowane technologie i wąskie specjalizacje jeszcze bardziej utrudniają przeprowadzenie weryfikacji. Jest to jeden z powodów, dla których cześć firm decydujących się na outsourcing szuka partnerów biznesowych. Firmy takie zdobywają kontrakt, negocjują stawkę i dostarczają gotowy do działania zespół lub specjalistę.
- Firmy nie obawiają się freelancerów – wiedzą doskonale, że są zaangażowani, mają świeże pomysły, a ich usługi są często dużo tańsze, niż osób na etacie. Nie wszyscy menedżerowie pojmują jednak ideę freelancingu. Jest to praca zadaniowa, rozliczana na podstawie efektów prowadzonych działań, w której praca nie jest uzależniona od liczby godzin przesiedzianych w biurze – mówi Mateusz Wojnarowski z agencji reklamowej i PR Sparing Communication Group.
Freelanerzy mogą każdorazowo podpisywać ze zleceniodawcami umowy o dzieło lub umowy-zlecenia, mogą też pracować w ramach własnej działalności gospodarczej. W tym przypadku trudno mówić o złotym środku. Często własna firma jest rozwiązaniem najbardziej opłacalnym. Wystawianie faktur VAT może być wymogiem części zleceń. Jednak wiele osób z powodzeniem pracuje na umowę zlecenie czy umowę o dzieło. Nawet osoby, którym zależy na umowę o pracę nie są bez wyjścia. Tu znów pomocne okazują się firmy pośredniczące. Część z nich może zaproponować zatrudnienie pracownika na umowę na czas realizacji zlecenia.
Rynek zauważył, że coraz więcej osób rozpoczyna pracę na własną rękę i odpowiedział na ich potrzeby, m.in. tworząc centra coworkingu. To miejsca, w których programiści, dziennikarze, PR-owcy czy architekci mogą pracować indywidualnie lub w grupie, płacąc zdecydowanie mniej, niż gdyby wynajmowali całe biuro. W zamian dostają komfortowe warunki do pracy: internet, biurko, atmosfera skupienia, wydzielone miejsca na zorganizowanie twórczej burzy mózgów. Praca w domu czy w kawiarni wiąże się bowiem z szeregiem wad: w domu trudno o dyscyplinę, a w kawiarni mogą przeszkadzać inni ludzie czy też obsługa, krzywo patrząca na osobę zajmującą przez wiele godzin stolik.
Na stronie coworking.pl czytamy, że idea coworkingu powstała w 2005 r. w San Francisco. Była to odpowiedź na coraz większą liczbę freelancerów szukających inspiracji i nowych kontaktów. Otwarto tam pierwsze miejsce dla ludzi wolnych zawodów o nazwie „Hat Factory”. Od tamtej pory powstało wiele podobnych inicjatyw na całym świecie. Również w Polsce.
Badania firmy doradczej DGA pokazują, że co setny Polak pracuje jako freelancer, a co piąty – chciałby to robić.
Źródło: OnetBiznes, Martyna Mroczek, Sam sobie sterem, 7 kwiecień 2010
biznes.onet.pl
wstecz


